Wnerw...Mam maksymalnego wkurwa... szef podszedl do mnie i powiedzial, ze pogada ze mna 1 lipca. Kuźwa 1 lipca jak mam umowę do 30 czerwca i teoretycznie moglabym 1 nie przychodzic do pracy i tak bym zrobila jakbym miala od 4 lipca juz cos zapewnione, ale kurwa niestety nie mam :( Wysyłam CV i jedną rozmowę mam na czwartek na godz 11:00 <- niestety bede jeszcze w tej starej pracy i nie dam rady iść. Z resztą jak patrzyłam na ofertę to mi podeszła jakąś akwizycją :-/ Kuźwa nienawidze tego jak ktos daje oferte pracy do biura a tu sie okazuje call center :-/ Fuck! De puta! A drugą rozmowę mam w poniedziałek o 15:00 Normalnie bym się zgodzila na takie warunki, ale nie przy tym jak wszystkie laski kolo mnie dostaja wiecej kasy. Jedna z 1200 na 1700, druga z 1800 na 2300. Skończyły studia i mają magistra, to fakt! Aczkolwiek ja skonczylam tego technika, poza tym nie chce az tak duzo kasy za to ja poprosilam o jakieś 250 - 300 zł więcej bo w sumie tyle kasy i bym byla na razie zaspokojona :)) A tu kurwa coś mi sie wydaje, ze chuja z tego będzie.. Masakra! A jeszcze lipiec będzie najbardziej przejebanym miesiącem bo koniec kwartału, a ja mam troche tych firm na obsludze... i wlaśnie jak nie dostane podwyzki to nie będe miec motywacji zeby tam zostawac, a jak dostane cos wiecej to luz.. w sumie te laski dostaly tyle ile chcialy... Ale trzba być dobrej myśli, a może akurat znajde gdzieś pracę o wiele większych zarobkach nawet niz chce tu dostawać? Nigdy nie wiadomo, nie po to tyle inwestuję w swoją naukę, żeby potem mi się to choćby w jakimś stopniu nie zwróciło... ale ja mam życiowego pecha i pewnie okaze sie ze studia ktore wybralam beda klapa i nie bedzie pracy potem :-/ Nie mam sily w ogole o tym mysleć... Ja chce już mieć normalną pracę !!! 2011-06-28 21:29:21 skomentuj (4) |
|
|||||||